• Wpisów:40
  • Średnio co: 88 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 19:41
  • Licznik odwiedzin:52 706 / 3623 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W piątek, 24 kwietnia, odbyła się w Łodzi gala Eska Music Awards 2009. Oczywiście, że tam byłam, bo o tym wydarzeniu dowiedziałam się sporo wcześniej. Ale o mały włos by mnie tam zabrakło... (moja wieczna wdzięczność dla pewnej osoby jest przeogromna), lecz ja nie o tym chciałam. Nie tutaj.

Z Bytowa do Łodzi jest dobre 380 kilometrów, wg Google Earth. Na polskich drogach jest to odległość tuż przy progu masochistycznego bólu. Ale to nieważne; zwolniłam się kulturalnie z PO, zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy (w tym cztery obowiązkowe płyty: "N3XT" Morandi, "Fara Lacrimi" i "King of Disco" Akcent i "Set your body free" Danny'ego) i ruszyliśmy. My, bo jak zwykle wyjechałam z tatą - mnie samej nikt by nie puścił. Ma to pewnie związek z tym, że bywam nieobliczalna.

Pominę momenty parkowania w Łodzi, kupowania biletów i jazdy do hotelu. Zbyt wiele przekleństw, niewiele faktów. Istotne jest tylko to, że byłam zmuszona przebrać się w samochodzie, ale... co tam

Do środka Hali Sportowej dostaliśmy się około 19:30. Na mnie, która lubi duże przestrzenie, kolory, światła i kosmiczne niesamowitości, wnętrze i scena zrobiły piorunujące wrażenie.
Szybko zajęliśmy dość dobre miejsce po lewej stronie od sceny. (Z naszego punktu widzenia była to prawa strona, co doprowadziło do kilku małych nieporozumień...) I czekaliśmy. Poznaliśmy kilku ludzi wokół nas - oczywiście, nie wiem ile razy nasłuchałam się, że jesteśmy tu przeze mnie i dla takich tam zespołów... Nieważne.
A potem był już tylko huk.

Ciężko mi określić, co się dokładnie działo. Takiej mieszaniny ekstazy, fascynacji, dumy i szaleństwa nie przeżyłam jeszcze nigdy. Nie chcę myśleć, co by było, gdybyśmy stali dokładnie POD sceną i gdyby moja prawa kostka nie była skręcona. To byłby kompletny chaos.

Baardzo szybko okazało się, że z naszego punktu nie widać dokładnie, co się dzieje i że... te barierki, o które się opieraliśmy, tak naprawdę odgradzały nas od gwiazd, które schodziły ze sceny.
Tak więc udało nam się ich wszystkich obejrzeć, każdego prowadzącego, każdy zespół, wszystkich wokalistów. I wiemy już, kto jest całkiem fajnym i sympatycznym artystą i chętnie rozdaje autografy i piątki (jak Danny ^^), a kto kryje się i udaje, że nikogo wokół nie widzi. Przykro tylko, że takie wielkie mniemanie o sobie mają na ogół polskie "gwiazdy". Cóż, trudno.
Bardzo fajna pani koło nas, która przyszła z dwiema córkami, polowała razem z nimi na autografy. W skutek czego, większość moich kochanych ciach (Akcent, Morandi, Danny, Ola i tak dalej) zatrzymywali się jakieś... 0,5m ode mnie. Ekstaza, ekstaza, ekstaza to mało powiedziane. Człowiek aż nie wierzy, że to się dzieje naprawdę.

Byłam po tym w takim szoku, że nie potrafiłam stwierdzić, KTO tak naprawdę CO wygrał. Szał robi swoje.

A teraz jestem znowu tu, przed swoim komputerem. Jeszcze tylko odpowiem kilku osobom na pytanie "jak było?" i wszyscy wokół zapomną. Przecież to nie było wydarzenie na miarę koncertu Sabatonu, o którym bro i tata co chwilę przypominają.
I życie wokół będzie toczyło się dalej, ale nie dla mnie. Moje wkroczyło na nowe tory.

Ekhem. Pozory mylą.
 

 
No i jestem (szok - niektórzy nawet nie zauważyli, że wyjechałam!).
Ale tak, nie było mnie. Od 7 do 10 lutego byłam w Bukareszcie, stolicy Rumunii. Cel wyjazdu? No, ja pojechałam po płyty. Tak, naprawdę, choć to absurdalnie brzmi. Miałam w planach zakup prawie 20 krążków, niestety wytwórnie i/lub magazyny sklepowe pokrzyżowały mi szyki. No nic.
Dla siebie dostałam:
1. Akcent - Fara Lacrimi (8 dni po premierze, ach ;D)
2. Be3 - Totul e OK (nic mnie nie usprawiedliwia, że to kupiłam, nawet to, że znalazłam to w koszu z wyprzedażą)
3. Mr. & Ms. - Heartbeat (będę to kochać i nienawidzić jednocześnie)
4. Timpuri Noi - Back in Business (dobry, porządny rock. Od niedawna słucham takich rzeczy i naprawdę, naprawdę mi się podobają!)
5. Voltaj - Povestea Oricui (z 2004 roku... tak się cieszę, że to dostałam...)
W najbliższym czasie pojawią się tu recenzje tych płytek.
Całkowicie subiektywne i b. osobiste.

I w ogóle, miałam trochę czasu na przemyślenia i postanowiłam zamieszczać tu tylko moje opinie o płytach i powiadomienia o koncertach, na których będę - wszelkie nowości muzyczne będą na moim blogu na wrzucie (http://aden-ikar.wrzuta.pl). W końcu nie mam tych płyt tak mało; razem z tymi ostatnimi to 69 krążków. Ładna liczba, wiem ^^

Jeszcze jedno na koniec.
Oto piosenka, która była hitem i motywem przewodnim tego całego wyjazdu: Wojciech Młynarski "Jesteśmy na wczasach". Odkopane przez mojego tatę, chodzi mi po głowie i nie chce przestać.

Enjoy!
 

 
To nic, że już nie chodzę na rosyjski. (Choć męczyłam się prawie cały semestr, a i tak mnie nie klasyfikowali. Trudno.) Nie szkodzi, że kopertę z adresem do rosyjskich przyjaciół zostawiłam w szkole, wraz ze strojem na WF, który strasznie śmierdzi trampkami.
To wszystko przecież nie sprawi, że nagle przestanę słuchać rosyjskiej muzyki.

Ostatnio padło na zespół Provoda. Kij z cyrylicą, jak nawet last.fm polecał mi ich właśnie tak zapisanych. Więc dodałam, co się będę czaić.
I gdy słucham swojej biblioteki (a robię to dość często) i gdy jestem w takim specjalnym nastroju, który last.fm bezbłędnie wyczuwa, pojawiają się różne piosenki z ich płyty "Poholodalo". W ogóle, z tej płyty pochodzi utwór, dzięki któremu ich poznałam - Kino czy też Pro Kino, jak piszą na Ru TV.

Mam mętlik w głowie i bałagan w tagach, nieważne, że na last.fm pojawiło się takie *cuś*, co je poprawia. Bałagan to bałagan, kropka.
 

 
Jak nic, skończy się kupnem płyty. Pytanie tylko KIEDY, bo to tylko kwestia czasu.

Na muzykę Coldplay czaję się już od jakiegoś czasu. Gdzieś tam jakiś teledysk lubię, jakiejś piosenki słucham przez radio i tak dalej...
I chociaż rozbraja mnie porównanie Catalina Josana właśnie do Coldplay przez mojego tatę, nic nie stoi na przeszkodzie, bym słuchała i tego, i tego.

Wbijam gdzieś i zastanawiam się, czemu nie ma nic nowego.
Potem uświadamiam sobie, że to jeden z moich blogów...

A panowie z Yarabi pokazali fotki z planu nowego teledysku, o!
 

 
Gdyby nie te dzieci, rodem z podstawówki/gimnazjum, gdyby nie to oświetlenie sceny (a raczej jego brak) i problemy techniczne, to uśmiałabym się do łez. A tak to tylko bolał mnie brzuch, no i byłam miejscami zirytowana.
(A w ogóle, powinnam o tym pisać już jakiś czas temu... a nieważne.)
Były tresowanie publiczności - część ludzi kompletnie to nie ruszało. Wszystkie utwory, które były, znałam. Wieelki plus za "Północ", choć "Kompleksów", "Róż" i "Toastu" nie było. No, trudno.
W skali 1-10, gdybym w ogóle oceniała koncerty, dostaliby mocną 7. I to nie dlatego, że tyle kosztował wstęp...

Kilka rzeczy bierze w łeb i to nie dlatego, że jestem leniem czy gubię mnóstwo rzeczy.
Kilka rzeczy nawet nie powinno być, a nie mam serca ich usuwać.
Trudno...
 

 
Ten, tego, się nie mogę doczekać. Moja reakcja na wieść, że Mieszko i Ziemo u nas (u nas!!!) występują była: "Chyba żartujesz?!"
Ale nie, to nie żart, nawet na ich oficjalnej stronie widniejemy w dziale z koncertami, a w całym mieście są porozwieszane plakaty.
Super!

I tego, no. Przy okazji jest Finał WOŚP-u, to - mam nadzieję - powrzucam co nieco do puszek i obkleję się serduszkami, jak co roku.

I... mam wielką nadzieję spotkać tam kogoś. I bawić się tam razem, tak po prostu.
 

 
Na podstawie mojego profilu na last.fm (czyli nie ma uwzględnionych odsłuchań na mp3, na wieży ani w samochodzie. Truuuudno.)

TOP25 artystów w 2008 roku:
1 Morandi (1,619)
2 Akcent (1,572)
3 Marius Nedelcu (1,002)
4 Dima Bilan (665)
5 Arsenium (542)
6 Voltaj (418)
7 Челси (349)
8 Danny (328)
9 Yarabi (312)
10 O-Zone (300)
11 Radu (291)
12 Fly Project (257)
13 toše proeski (253)
14 The Amsterdams (219)
15 Sakis Rouvas (206)
16 Darin (188)
17 Catalin (185)
18 Rooney (174)
19 Feel (172)
20 Mihai Traistariu (159)
20 Mr. & Ms. (159)
22 Catalin Josan (155)
23 Keo (147)
24 Troombaland (146)
25 Sarbel (140)

Komentarz do tego zestawienia? Oczywiście, mam strasznie namieszane w tagach i Catalin (17 m-ce) i Catalin Josan (22), to ta sama osoba. Gdyby to było razem, ten pan pojawiłby się przed Danny'm, ale co tam. A, i proszę się na widok Feel'a nie krzywić - do (moim zdaniem) fajnych piosenek klipów nie robią, nie wiem czemu.

TOP25 płyt w 2008 roku:
1 Morandi – N3XT (595)*
2 Morandi – Mind Fields (256)*
3 Danny – Heart Beats (205)*
4 Yarabi – Yarabi (173)*
5 Akcent – King of Disco (170)*
6 Feel – Feel (162)*
7 Radu – Alone (157)*
8 Marius Nedelcu – By Myself (152)*
9 Troombaland – Rapulution 2008 (146)
10 Arsenium – The 33rd Element (145)*
11 Hi-Q – Razna (Crazy) (113)*
12 Amy Macdonald – This Is The Life (105)*
12 Various Artists – Eurovision Song Contest - Athens 2006 (105)
14 O-Zone – Disco-zone (102)*
15 Rooney – Rooney (91)
16 Sarbel – Sahara Euro Edition (87)
17 Voltaj – Povestea Oricui / Everybody's Story (86)
18 toše proeski – Pratim te (82)
19 Darin – Break The News (73)*
20 Sakis Rouvas – Iparhi Agapi Edo (72)*
21 Voltaj – Live La Sala Polivalenta / Live At The Polivalent Hall (71)*
22 Fabrizio Faniello – When We Danced (63)
23 Akcent – In Culori (60)
24 Morandi – Reverse (59)
25 Mahay – Mega-Dulce / Mega-Sweet (57)

Gwiazdką oznaczyłam płyty, które fizycznie posiadam. To tylko część moich zbiorów, oczywiście.
Jakieś zaskoczenie? Chyba tylko ostatnie miejsce mnie rozbroiło - tego pana NIE polecam nikomu, nawet najgorszemu wrogowi.

TOP25 utworów w 2008 roku:
1 Akcent – Umbrela ta (354)
2 Akcent – Stay With Me (311)
3 Arsenium – Rumadai (Extended Club Mix) (217)
4 Marius Nedelcu – Sex Toy (177)
5 Marius Nedelcu – You Know I Loved You (165)
6 Mr. & Ms. – Love is not a reason to cry (159)
7 Akcent – Lover's Cry (158)
8 Челси – Самая любимая (тв-рип) (156)
9 Marius Nedelcu – Playback Song (146)
9 Troombaland – Summerbounce (146)
11 Akcent – King of Disco (145)
12 Morandi – Angels (Love Is The Answer) (139)
13 Marius Nedelcu – Doctor Mary (127)
14 Marius Nedelcu – Lost (117)
15 Arsenium – Wake up (116)
16 Челси – Чужая невеста (101)
16 Fly Project – My Own World (101)
18 Morandi – Oh La La (100)
19 Dima Bilan – Believe (violin) (95)
19 toše proeski – Ledena (95)
21 The Amsterdams – Taking Care of Anna (92)
22 Yarabi – Komoyo (86)
23 M2 (Feat. Miani) – Tu (Vivi Nell'aria) (81)
24 Morandi – Love is Tickling (77)
24 Marius Nedelcu – Yes or no (ft Lala Girls) (77)

Sporo Akcent, Mariusa Nedelcu i Morandi, czyli moich _naprawdę_ ulubionych wykonawców.
Natomiast dziwią mnie miejsca 8 i 16, bo tych panów (bo to rosyjski boysband jest) częściej oglądam w TV niż słucham. Hm, dziwne, dziwne.

Niemniej, wygląda to całkiem nieźle ^^
Życzę sobie w tym roku możliwości dokupienia reszty płyt, które chciałabym mieć i... no, fajniejszego idola w miejsce Radu. Zdecydowanie.

Szczęśliwego ^^
  • awatar Gość: czy wyjdę na totalną ignorantkę jeśli napiszę, że z twojego top-u 25 artystów kojarzę tylko feel'a? chętnie bym się dowiedziała czy warto posłuchać reszty:).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W tej chwili słucham: Morandi - "Musica mi libertad" z mojej kompilacji utworów Karnawał 2009 vol. 1 (http://www.wrzuta.pl/viewuserplaylists.php?id_list=142953)

Ostatnio zakupiona płyta: praktycznie dawno nic nie kupowałam, ale! Dwie płyty, które dostałam to "Stan wyjątkowy" Grupy Operacyjnej i "This is the life" Amy Macdonald


Myślę, że zmienię "trochę" formułę tego bloga. Będę pisać częściej, co nie znaczy ciekawiej
Poza wpisami w stylu, który był do tej pory, czyli "czym się ostatnio jaram", pojawi się raz na dwa tygodnie (nie co tydzień - nie będziemy szaleć ^^" notka na temat jednej z moich ulubionych płyt, ulubionego wykonawcy czy jakiegoś koncertu, który miło wspominam.
No i każdą notatkę postaram się zaczynać w ten sam sposób, tak jak tę: czego słucham i co posiadłam. Ot, żeby za jakiś czas do tego wrócić i sobie powspominać. Bo jak to ktoś kiedyś określił, sentymenciara ze mnie straszna ;D
 

 


[sarkazm=mode:"on"] I jak tu się uczyć historii, gdy słodcy i piękni panowie robią nowe klipy? [/sarkazm]
Jestem w szoku. I to sporym. Ale, co ciekawe, nie ma takiego "powalenia na kolana". Jest dobrze. Jest nawet BARDZO dobrze. Ale...
No właśnie, jest ale.

Bo poprzednie video, do "Stay with me", jest lepsze. Po prostu lepsze.

Może zacznę od tego, co pokochałam od razu: look Adriana vel Króliczka. No bomba. W ogóle, wygląda, jakby znalazł styl adekwatny do wieku, który czuje, a nie, który ma ma i jakby nie chciał się starzeć.
Dalej, wielkim zaskoczeniem były dla mnie wokale Mihaia i Sorina. Miałam już wcześniej podejrzenia, ale to brzmiało dość nieprawdopodobnie Ale tak, oni UMIEJĄ ładnie śpiewać. I to słychać.
Podoba mi się też scenariusz, choć przypomina mi za bardzo "Angels" Morandi. Fajne jest też miejsce akcji, bo co jak co, ale parkingi podziemne (zwłaszcza te z centrów handlowych) to ja lubię.

Natomiast STRASZNIE (x2) drażni mnie montaż i najazdy kamerą - albo kamerzysta był naćpany, albo lata mi monitor, albo miało być fajnie, a nie wyszło. Z pewnych względów obstawiam to trzecie...
I jeszcze ten moment w jednej z początkowej scen, gdzie Mihai PALI. No przepraszam bardzo! Raz, że nie powinien, bo nawet jeśli to na pokaz, to i tak szkodzi, dwa, że nie znoszę palenia, a trzy - target! Chłopaki, bez przesadyzmu proszę. Jesteście idolami nastolatek w wieku średnio 14-15 (bo są i starsze i... młodsze. Dużo młodszych), w tym i moimi. Co to za postawa promująca nałogi?!
Fuj, fuj, fuj.

A w ogóle, to po raz drugi (pierwszy raz był przy "Stay with me" mam wrażenie, że teledysk przedstawia kompletnie inną historię, niż autor tekstu miał na myśli. I że to jest kompletnie _nie tak_, jak powinno być.
Ale może to tylko moje wrażenie...

Co nie zmienia faktu, że i tak ich kocham
 

 
Wczoraj przed jedenastą skończyła się połowa mojego świata.
Idol przestał być moim idolem.
Choć nie wierzyłam, że kiedykolwiek to nastąpi.

Jest mi smutno.
I bardzo źle.
I choć powinnam wiedzieć wcześniej, to pewne rzeczy muszą poczekać na swój czas.

Aż... nie wiem, co napisać. Słów mi brakuje i nie znam takich zwrotów. Chce mi się wyć z rozpaczy, a jednocześnie nic nie robić.
Posypało się.

I nawet wywaliłam jego nowy album z wishlisty.

A poprzedniego już słuchać nie będę.

// więc tak to się kończy? //

Moja pierwsza miłość skończyła się 22. listopada 2008 roku o 10:52.
 

 
Zaczęło się od tego, że ktoś rzucił: 'zostaw to na chwilę!', gdy latałam po kanałach. No to zostawiłam. 'Fajne' - taka była pierwsza moja myśl.
Wokół trwała sprzeczka, czy ta dziewczyna śpiewa w The Cranberries czy nie, co za pytanie.
No, więc jako informatyczka z przypadku poszłam do sieci sprawdzić.
Skończyło się na ściągnięciu kilku piosenek i... tak, polubieniu tej panny.

Bo to jest tak. Ona ma w podobnych wykonawcach Paolo Nutiniego. I wychodzi, że to nie tak całkiem przypadkowo i że właściwie pasuje.
Bo może nie do końca jest żeńskim Nutinim, ale... nie potrzebuje też być. Niektóre piosenki to tak, ale niektóre są zupełnie inne.
Ale tylko "This is the life" mi się bardzo, bardzo podoba, reszta jest bez jednego bardzo.

A ja mam nowych znajomych i niebezpiecznie wydłużają moją listę kontaktów.
I, nie wiedzieć czemu, mnie to martwi. Nawet bardzo.

Ja tu robię listę zakupów na luty, a wcale nie jest powiedziane, że na 100% pojedziemy. Ech.

I zgubiłam mp3. I jest mi smutno z tego powodu.
  • awatar Aden Ikar: Płytę Amy już dostałam ^^ czeka tylko na gruntowne przesłuchanie, wrzucenie na stojak z płytami i do biblioteki na komputerze. No i muszę wystawić jej ocenę w skali 1-10 :D
  • awatar ksx4system: bardzo, bardzo lubię płyte, z której jest ten kawałek. taka lajtowa jest :) a co do mp3 - współczuję. ja się z odtwarzaczem nie rozstaje :P (zasypiam z muzyką, na przerwach w szkole słucham, jak chodze po mieście słucham...)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj - właściwie to przedwczoraj, bo jest po 001 - będąc w Galerii Bałtyckiej, w Saturnie, napadło mnie, żeby kupić płytę.
Przechadzałam się między regałami, głaszcząc okładki płyt, które już mam. I gdy już miałam wychodzić, pod wpływem impulsu, porwałam z półki "Videogra" zespołu Video.
No cóż, nie żałuję.

Płyta na razie dostała ode mnie 9/10. A ulubioną piosenką w chwili obecnej jest "Video killed the radio star".

A. oczywiście podeszła do tej mojej nowe fazki dość sceptycznie. Myślę, że po prostu ci, co ściągają płyty z Internetu nigdy nie zrozumieją tych, którzy biegają po sklepach muzycznych i najzwyczajniej na świecie _kupują_.

A w ogóle, planujemy już przerwę zimową 2009. Prawdopodobnie od 4 do 8 lutego będę w Bukareszcie. Yay! Cieszę się na samą myśl.
Już nawet zaczęłam robić listę płyt, które muszę TAM kupić, bo u nas nigdzie nie dostanę. Otwierają ją The Amsterdams ^^

I, tego. W nowościach w Saturnie ładnie stoją koło siebie "N3XT" Morandi i "By Myself" Mariusa. Obie mam i bardzo, bardzo się cieszę, że inni też mogą je mieć. Do sklepów, powiadam!

(P.S. Chcę zmienić nieco formułę bloga. Muszę to wszystko przemyśleć na jutrzejszej historii albo kiedyś. Planuję pisać notki bardziej... regularnie.)
  • awatar Aden Ikar: @ksx4system: Akurat tu chodzi o płytę "N3XT", a nie zespół ^^"
  • awatar ksx4system: Next są fajni. i są ze Szwecji... :) (Sweden rulez!)
  • awatar muzyka: nie no, jeśli tak mnie zrozumiałaś to bardzo mi przykro, nie oceniałem twojego gustu muzycznego a sam zespół, jeśli odebrałaś to jako atak na twoją osobę... cóż trudno, tak czy siak nie miałem tego w zamiarze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Gdyby nie kochany last.fm nie pamiętałabym, o kim jeszcze miałam napisać. A tak to... w czasie odtwarzania mojej biblioteki przypomni mi o kilku zagubionych czy też zapomnianych fascynacjach. Nie fazach. To tylko fascynacje.

A byłaby faza, w przypadku pana Alana Connora. Tyle, że... nigdzie nie mogę znaleźć o nim informacji, a na amazon.com nie ma jego płyty. I poznanie nowego gościa szlag trafia.
Z tym, że on taki znowu nowy nie jest. Na pewno pojawił się już przed wakacjami, choć nie pamiętam dokładnie kiedy. A jego Special kind of lovin' było jedną z piosenek tego lata. (Choć na Summerbounce! nie trafiło...)

A w ogóle, jutro wychodzi u nas debiutancki krążek Mariusa. Cieszę się, jak głupia. I pewnie dostanę go dopiero w poniedziałek lub wtorek - w zależności, kiedy kurier mi dostarczy. Ale i tak będzie super.
Dla niego już jest miejsce na stojaku i w ogóle. I na pewno wkręcimy innych. I napiszę recenzję na merlinie i w ogóle!

Okej, przepraszam, ponosi mnie.

A amazon ostatnio znalazł (czy coś) ostatnią płytę z mojego zamówienia i wysłał w poniedziałek. I fajnie - wszak nie po to ją zamówiłam, by jej nie dostać...

Po głowie chodzą mi piosenki Timatiego, ale nie chcę się wkręcać. Za słabo znam rosyjski...
 

 
W nocy śnił mi się Tose. No, może nie do końca on, ale ludzie, którzy o nim mówili. Wspominali go, na zasadzie "a słyszałeś o tym?...", jakby był czymś w rodzaju atrakcji turystycznej. A ja, no cóż, jak to ja, wtrąciłam:
- Przecież on nie żyje!
Zamilkli.

No, tak.

Bo to było dla mnie takie dziwne. Gdy pierwszy raz słuchałam "Pratim te", wiedziałam, że go pokocham, że będzie pierwszym takim stricte bałkańskim gościem, którego kocham. I przeczytałam wtedy jego biografię na last.fm i zamarłam - obok daty urodzenia była data śmierci...

Wiem, że powinnam o nim wcześniej pisać, ale dopiero ten dzisiejszy sen uświadomił mi, jak bardzo Tose wrył się w moją podświadomość. Z jakim szacunkiem słucham tej jednej z dwóch jego płyt, jakie posiadam, to nie macie pojęcia.
Tej drugiej na razie nie ruszam. Wyciągnę ją ze stojaka, jak będę mieć dołka. Albo na I rocznicę jego śmierci - 16 X 2008...
 

 
Cóż, po pierwsze, to nie mogę sobie wybaczyć, że jego płyta "By Myself" była tyle czasu w sieci, nim po nią sięgnęłam. Dlaczego?
Bo teraz wiem, że sporo straciłam.
I tu punkt drugi - Marius z miejsca zajął miejsce Dimy. Nie podlega wątpliwości, że jest lepszy... no i po tej czerwcowej aferze to miejsce było praktycznie puste.

A po trzecie, to dawno nie słyszałam czegoś tak szczerego, dojrzałego i - momentami - zabawnego. Tak, tak jak myślałam, jego debiutancki album to majstersztyk. Chciałabym go zdobyć, a wątpię, by do końca wakacji ktoś wybrał się ze mną do Rumunii... Trudno, poczekam - i tak zrobiłam mu już miejsce na stojaku z płytami.

___
No i edytuję w końcu moje linki. Skończyło się mylogowanie, nie mam już siły... Teraz tylko blogi na joe i mój blip.
 

 
Pan Marius odszedł z Akcent już jakiś czas temu - fakt numer jeden. Niedawno miał urodzinki - fakt numer dwa. Jego pierwsza solowa piosenka jest zajefajna - fakt numer trzy.

Już w zeszłym roku mój tata zapowiadał "a, oni się rozpadną, a jak nie to ten [tu wskazuje na Mariusa] od nich odejdzie". Wykrakał...
Tylko, co z tego, skoro wreszcie Marius zajmie się tym, co kocha, w taki sposób, w jaki kocha?
Szykuje się genialny debiutancki album.

Chociaż Akcent bez niego to nie to samo, oj, nie...